Szymon z syreny

Data: 2010-02-24 19:43:06
Szymon z syreny
Przywiozłem siostrę pod magazyn. Nie interesowało mnie zbytnio, co Ania będzie tam robić. Trochę dziwnym wydawało mi się, że ten śpioch wstał dzisiaj o siódmej -  zawsze w niedzielę budziliśmy ją na dopiero obiad, ale wiedziałem, że działa w Szlachetnej paczce, więc odpaliłem brykę  i oto jesteśmy. Ania – wolontariuszka i Szymon luzak.

Miałem ustalony z kumplami harmonogram dnia i bynajmniej nie było tam pozycji „magazyn”, ale wiedziałem, że liderką jest Basia, co do której miałem pewne plany, więc wszedłem do środka z zamiarem krótkiej pogawędki.
Wchodzę – Basia z głową w kolanach  -  płacze. Jako rycerz nie mogłem tak tego zostawić. Pytam więc
– Co się stało??
Nie mamy kierowcy - odpowiada łkając Basia – zawalił – wczoraj popił – katastrofa!!
To ci cham - mówię ja – nie powinno się tak postępować – bohatersko wypaliłem, mając nadzieję na parę punktów u Basi.

Wtedy wydarzyło się coś, czego nie można było się spodziewać – znajoma Basi zawołała – Szymon nam pomoże – Bosto to pick-up. - Ale wtopiłem! Jak tu teraz wyjść z Twarzą? Mówię, że mam plany itp., że czekają znajomi, ale widzę, że mi nie wierzą. Już zaczęli wynosić pudła i ładować na pakę.

Na początku myślałem – ja Szymon Wielki będę jeździł po jakichś norach i jeszcze dźwigał te ciężary – za jakie grzechy? Co ja jestem jakiś dobrodziej, czy co? Jeszcze brykę mi zapaskudzą!

Jednak rozpocząłem tą niewdzięczną trasę i w miarę przebytych kilometrów i pięter wszystko zaczęło się zmieniać. Wnosząc te paczki widziałem łzy, widziałem szczęście, uśmiech na twarzach pooranych od trosk. Widziałem pijanych zbirów, którzy sprzedaliby dziecko za flaszkę wódki i ich żony i dzieci zaszczute i zastraszone. Widziałem Jacka, któremu pozostało tylko trzy miesiące życia, ale całe połacie nadziei, Marię, którą mąż zadłużył i zostawił.
W pewnej chwili nie wytrzymałem – chciałem krzyczeć – co ja tu robię?? Ktoś mi wewnątrz podpowiada - paczki przynosisz – radość i nadzieję – Szymon pomaga!!!

O trzynastej przyjechał zastępca, ale nie był już potrzebny, bo dziewczyny miały przecież kierowcę - Szymona z Syreny – Jeździłem do 17-tej, kiedy to ostatnia paczka znalazła się pod choinką u czterech maluszków.

W kościele o osiemnastej była Msza jak zwykle, tylko ta Ewangelia – o Szymonie i wtedy zrozumiałem, że ZBAWCY dziś pomogłem…

Aby komentować, musisz być zalogowanym. Zaloguj się
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany

Sponsorzy

Partnerzy

Patroni medialni